Po co nam wykład...?

<< powrót

W trakcie jednej z niedawno odbytych rozmów usłyszałem taki oto pogląd: „A po co nam proszę Pana wykład? Przychodzimy i tylko słuchamy. Nic się nie dzieje. Nudy. I tak właściwie cały semestr”. Słowa te oczywiście w trakcie rozmowy skomentowałem i starałem się odpowiedzieć na to pytanie. Jednakże słowa te skłoniły mnie do szerszej, może też głębszej, refleksji na temat wykładów, relacji interpersonalnych i początkowych dziesięcioleci wieku XXI.

Oczywiście „poważne” rozważania nie mogą być rozpoczęte bez przytoczenia definicji. Warto dowiedzieć się co na temat wykładu mówią inni. No powiedzmy, że przytoczę tylko jedną definicję, żeby czytelnika nie znudzić tematem.

Wykładmetoda nauczania polegająca na ustnym przekazaniu wiedzy do słuchaczy, którzy przekazywaną im wiedzę słuchają w milczeniu, zadając ewentualne pytania po zakończeniu wykładu (niekiedy dopuszcza się możliwość zadawania pytań w trakcie trwania wykładu). Jest to prawdopodobnie najczęstsza metoda nauczania stosowana względem osób dorosłych, w której osoba przekazująca wiedzę nie dyktuje tego, co słuchacz ma zapisać w zeszycie, a raczej prowadzi jak gdyby monolog, rozbudowaną wypowiedź na dany temat. Jeżeli istnieje ku temu potrzeba, słuchacze wykładu samodzielnie sporządzają notatki w trakcie wykładu, choćby notując kwestie niejasne aby zadać po wykładzie pytanie.*

 

No i mamy odpowiedź czym wykład być może lub raczej czym być powinien, lub za co jest uważany. Z perspektywy przytoczonej definicji wykład wygląda na wydarzenie ważne, bo inspirujące. Mało, że inspirujące dla słuchaczy, to kreatywne dla samego mówiącego. Bo nie dość, że trzeba zmierzyć się z pytaniami z sali, to jeszcze w monologu wykładający może dojść, w swoistym intelektualnym jam session, do ciekawych wniosków.

To skąd pojawił się ów dystans w pytaniu mojego rozmówcy. Właściwie rozmówczyni. Skąd niewiara w moc wykładu? Skąd poczucie uciekającego czasu wypełnionego niczym?

 

Zacznijmy od odpowiedzi najprostszej, nasuwającej się wręcz samoistnie. „Po co nam wykład mamy przecież Internet”. Słowa te zapisuję w cudzysłowie ponieważ są one inspirowane i parafrazowane słowami jednego z moich ulubionych zespołów muzycznych. Ano właśnie – mamy Internet, a w nim „wszystko”. Bo i różnego rodzaju encyklopedie, i ściągi, i opracowania poważne, i te zupełnie niepoważne. W sumie i te słowa koniec końców pojawiają się właśnie w Internecie. A i sama definicja wykładu, prowokacyjnie, ma swoje odniesienie źródłowe do Internetu. Ale tak proste jest to tylko z pozoru. Bo przecież ta definicja byłaby suchym określeniem wykładu, gdyby nie mój komentarz pojawiający się wokół niej, a mój komentarz nie zaistniałby, gdyby nie pytanie mojej rozmówczyni. Wreszcie pytanie i stwierdzenie mojej rozmówczyni nie pojawiłoby się, gdyby nie odwiedziła paru wykładów. Zatem Internet Internetem, a kontakt interpersonalny pozostaje nadal źródłem inicjującym myśli i rozmowy. A ten właśnie kontakt interpersonalny umożliwia nam obecność na wykładzie. To ona pozwala zadawać pytania i prowadzić dalsze rozmowy.

Drugim powodem poczucia straconego czasu może być rozumienie czasu właśnie. Poczucie, że jak tylko człowiek zatrzyma się na półtorej godziny (bo tyle wykład akademicki zwykł trwać) to już ucieknie mu całe życie: i nie poznamy chłopaka, dziewczyny swojego życia, i nie zarobimy pieniędzy, i nie wymienimy 30 esów, i nie sprawdzimy ulubionych stron w sieci, i nie wejdziemy na Facebooka…Staliśmy się już kulturą żyjącą w przyszłości. Będąc w czasie teraźniejszym żyjemy wydarzeniami z bliższego i dalszego czasu przyszłego. Pijąc rano kawę myślimy o zbliżającej się godzinie wyjścia, wychodząc już jesteśmy w pracy, pracując jesteśmy już na popołudniowym spotkaniu. Będąc na spotkaniu zaczynamy kolejny dzień. Żyjemy niczym bohater kultowego filmu Stanisława Bareji "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", ale znacznie szybciej, znacznie bardziej planami i nie jest to film. Nie umiemy się zatrzymać. Zatem i ten „nieszczęsny” wykład trwający całe półtora godziny jest czasem, który zdaniem swoim tracimy.

Tyle słuchacz. Pamiętajmy wszakże, że i wykładowca jest człowiekiem XXI wieku. Zatem i on może marzyć o Internecie i nie doceniać kontaktu interpersonalnego, zatem i on wykładając myśleć może o tym gdzie pójdzie wieczorem na kolację czy też jaki to nowy samochód sobie sprawi. W przytoczonej definicji wykładu można odnaleźć odwołania do „monologu wykładowcy”, „rozważań na określony temat”, „nie dyktowania”. Tak – wykład może być także straconym czasem z powodu źle wypełnianej roli wykładowcy. Tak jak są nieudane kapłaństwa, nieudane związki i nieudani politycy mogą zdążyć się również nieudane wykłady i nieudani wykładowcy.

Jednakże żaden z tych trzech powodów wymienionych powyżej nie świadczy o tym, że nie warto spotykać się z drugim człowiekiem, nie warto poświęcać czas na jego wysłuchanie i zadanie mu pytania, nie warto rozmawiać w sposób bezpośredni.

 

* - http://pl.wikipedia.org/wiki/Wykład

Autor: Jacek Kotus