"Parowanie" Azji

<< powrót

...i w pewnym momencie zaczyna się powrót. Właściwie trudno nazwać to często jednym słowem „powrót”. Na kilka dni przed powrotem do kraju pojawiają się już pierwsze myśli zapowiadające ten moment. Później są ostatnie zakupy, pakowanie i niekiedy kilkanaście godzin w drodze. Jest także ten czas już na miejscu – pierwsze godziny, dni, tygodnie po powrocie. To właśnie o tym czasie piszę używając określenia „parowanie…” Oberg nazywał takie parowanie szokiem powrotu, a Jafar Jafari stanami „przywrócenia” i „poddania się”.

Po wylądowaniu Azja jest nadal, jest w sposób przemożny, przeszywający wszystkie nasze najmniejsze cząstki. Nadal czuje się zapach Azji (może nieraz po prostu smród), gwar ulic, dźwięk klaksonów tuk tuków, słyszy się lokalne – dla nas już nielokalne – słowa i zdania. Każdy mieszkaniec Indii, Chin czy Laosu, który przez przypadek zapuścił się w swoją podróż życia i teraz bezradnie wędruje przez „nasze lotnisko” jest nam bliski, o wiele bliższy niż inni „Nie-azjaci”. Spoglądamy na niego z nadzieją, że wypełni naszą, pojawiającą się teraz, tęsknotę za krajem opuszczonym. Lecz on jest bardziej skoncentrowany na swoich doznaniach obcego niż naszych emocjach i najpewniej w ogóle nas nie zauważa. Nasz wzrok i jego nie zatrzymują się, a my wiedzeni tłumem wylewającym się z samolotu za chwilę wpadamy w inne sprawy.

Docieramy do domu i zaczyna się proces „parowania” właściwego. Poszukujemy odniesień do czasu i przestrzeni, w których żyliśmy jeszcze niedawno „w tamtym świecie”. Poszukujemy odniesień to źle napisane, nie potrzebujemy tych odniesień ponieważ żyjemy czasem minionym, wszystkie zmysły rozpędzone są w odbiorze azjatyckich bodźców i ani myślą poczuć swój ojczysty kraj. Bliscy i znajomi pytają o nasze doznania, przeżycia, ale jak w godzinę, kilka godzin czy nawet cały dzień streścić emocje i zdarzenia tygodnia, miesiąca bądź kilku miesięcy. Jak opowiedzieć to co jest w nas ciągle żywe i ciągle dla nas aktualne. Zatem ograniczając się do kilku przelotnie opowiedzianych historii poszukujemy „sojuszników” – tych, którzy też tam byli i też to przeżyli. Oni rozumieją bez słów, oni pozwalają być nadal tam. Pomiędzy spotkaniami owych „sojuszników” śledzimy doniesienia z kraju, który był naszym celem podróży, oglądamy zdjęcia, pamiątki, dotykamy w najróżniejszy sposób tamtego miejsca i czasu.

„Parowanie Azji” to także emocje wychodzące z nas w czasie snów: nieświadome odtwarzanie i przeżywanie zdarzeń oraz nowe historie, które rodzą się w sennych opowieściach naszego układu nerwowego.

Cały nasz organizm wręcz krzyczy: nie chcę wracać, jeszcze nie teraz….

Wreszcie mija tydzień, dwa, trzy i zaczynamy żyć naszą kulturą. Rozpędzamy się w naszych codziennych problemach, zadaniach i obowiązkach. Szok powrotu mija, Azja „wyparowuje”. Niestety wychodząc z szoku rozpoczynamy szaleństwo codzienności.

Autor: Jacek Kotus