O granic znaczeniu...

<< powrót

…I dotarłem wreszcie na Woodstock. Tym razem 20 – okrągły, rocznicowy. Nie powiem: z nadziejami, ciekawością, oczekiwaniami. Jak można było się spodziewać miejsce to dla niewinnych pensjonariuszek nie jest przeznaczone. Choć oczywiście wrotami do piekieł też nazwać go nie można. Mnie osobiście spacery woodstockowymi ścieżkami przypominały pobyt w Indiach. A, że Indie uwielbiam ponad wszystko to i Festiwal, i samo miejsce polubiłem. Nie dość, że polubiłem to odkryłem inspiracje dla myśli wielu. Nie tylko koncerty, może także koncerty, ale przede wszystkim spotkania…

…………………

Piotr Rogucki na spotkaniu ze zwolennikami swymi wspomniał o wadze granic w rozwoju człowieka. O poszukiwaniach inspiracji muzycznych w miejscach styku. O wadze tych miejsc dla każdego…No i tymi kilkoma zdaniami opowiedzianymi pomiędzy całą resztą sprowokował mój umysł do poszukiwania dalszego ciągu… Bo czymże są owe granice, czym do granic zbliżanie, jakie tkwią magie w przebywaniu na pograniczu, czy faktycznie inspiracje tam czekają? I w sztuce, i w nauce, i w wielu może innych jeszcze dziedzinach naszej aktywności oraz w życiu po prostu.

            Człowiek nie tylko współczesny lubi poszukiwać, odkrywać, poznawać. Od najmniejszych kręgów zaczynając każdy z nas prawie, poznawał swój świat najbliższy, swoje podwórko, coś poza nim, podwórko kolejne…i tak niektórzy przesuwając obszar swego poznania docierali, docierają i docierać będą na skraje... Większość poza podwórko sąsiednie nie ruszy, ale są tacy co odważą się poznawać nowe miejsca, nowych ludzi, nowe światy. A w poznaniu tym zbliżać się będą do granic, czasami je przekraczając. Niekiedy na pograniczach przysiadając na chwilę.

Dla niektórych przebywanie w tej strefie pogranicznej jest wręcz imperatywem człowieka. Dzięki tejże ciekawości podchodzenia pod inne podwórko możemy wreszcie w którymś momencie odważyć się na nie wejść i poznać nowe światy. Powracamy na swoje tereny, ale nie mogąc przestać myśleć o miejscach innych zaglądamy tam co pewien czas. Aż w końcu żyjemy na Pograniczach, na Pograniczach odnajdujemy inspiracje, tam wreszcie, na tych Pograniczach tworzymy, niekiedy zostając na zawsze. Rozwijamy się…, choć może ze szczęściem to nie zawsze ma coś wspólnego. Rozwijamy się wierząc, że może choć wypełniamy treścią swe życie. A może tylko spełniamy dla innych? Co gorsza może tylko błądzimy w niewiedzy…

Jest jednak w jednej z fraz napisanych powyżej pewien niepokój. Mianowicie zwrot o nieuświadamianej konieczności powrotów nad obszary graniczne, gdy już się tam raz było. Zwrot o niemożności powrotu do siebie. W miejsca na trwale ukonstytuowane. Sugeruje owa myśl, że na Pograniczach ciekawie, inspirująco, ale i zdradliwie, bo…no właśnie bo jak? Bo niekiedy na styku jakże różnych światów będąc przestajemy nasze poszukiwania kontrolować, przestajemy mieć wzgląd na światy pochodzenia i zatracając się w owym styku innych wpływów tworzymy, ba żyjemy w coraz większym niezrozumieniu, osamotnieniu, izolacji wręcz może.

Na domiar złego, Ci co strachliwi byli kiedyś, ci co nie dość, że sami nie mieli odwagi pójść ku nowym światom to jeszcze innych, tych ciekawych - w mniejszości będących, wyśmiewali. Ci teraz górują, ci nakładają normy, sposoby oglądu i wykładnie tworzenia tego co nowe. A niebaczni, którzy znaleźli się na Pograniczu, z początku jako kreatorzy, sami zostają ze swoją twórczością. Wyśmiewani, odsuwani, posądzani o herezje. Inni.

Jest zatem jakże ludzkim do granic zbliżanie i czerpanie ze światów po drugiej stronie się znajdujących. Czy to w muzyce, malarstwie, literaturze czy też w nauce. Jest jednak też duże niebezpieczeństwo, iż jeśli zbyt młodym, zbyt niedojrzałym, zbyt pewnym siebie, zbyt kruchym, po prostu „bez zbroi” zbliżyć się ku Pograniczu, zabić ono może w nas wszystko. I samo przez się i poprzez tych co z dala od pogranicza siedzą. Jak pisał Dostojewski w Zbrodni i Karze „…są granice, których przekroczenie jest niebezpieczne: przekroczywszy je bowiem, wrócić już niepodobna…”

…………………

Kiedyś przed laty z M. i M. wybraliśmy się w góry raczej wysokie. Poza kraju granice. I w tym utrapieniu jadąc, że na wschód świata jedziemy, poprosiliśmy nasza koleżankę, aby, we Wrocławiu wsiadając, element baśniowy w szklanej formie zawarty, zakupiła. Kupiła, a jakże. Kupiła w papier firmowy zawinięty ów napój. A na papierze firmowym slogan widniał: „Są zasady nie ma granic”…o dalszej części podróży przemilczę. Nie istotne z punku tej narracji co się działo. Ale może faktycznie hulać trzeba po świecie całym, eksplorować różne nurty sztuki i nauki, korzystać z dobrodziejstw przejścia w inne światy, nie bacząc na konsekwencje, na głosy sprzeciwu, na próby ściągania w dół, nie zawracając uwagi na cenę…

 

Dla pewności jednak lepiej zawsze mieć przy sobie zbroję jakąś…choćby niewielką, ukutą z myśli…

Autor: Jacek Kotus